Coś się podziało

No, rybeńki! Nie wiem, czy tu jeszcze zaglądacie, ale prawdopodobnie wrócę do pisania.

Gdzieś przecież chcę się dzielić różnymi przeżyciami związanymi z tym, że za 6 miesięcy będę mamą! Będziemy rodzicami!
Pierwszy trymestr był niekiedy dość skomplikowany, ale już za nami. Czekam z niecierpliwością, co będzie dalej.
Reklamy

29/09/2014

Wrzesień minął nadzwyczaj szybko. I organizm mi wybitnie nie wypoczął podczas tych wakacji. Nie mówiąc już o brakach w witaminie D. Od dziś leczę zatoki, które od tamtego roku atakują z powrotem. Trzeba to nędzne zdrowie rozpracować i naprawić.

Aktualnie jesteśmy w najbardziej beznadziejnej sytuacji ever. O, tak źle miałam może na I roku studiów. K. i ja bez pracy, od października nawet bez stypendium. Więc teraz wszystko się zmieni. Będziemy dojrzalsi i bardziej zdyscyplinowani. Jeśli chodzi o pracę dla K. bardzo liczę na znajomych, ponieważ na rynku pracy osób o jego (dość przeciętnych) kompetencjach jest wiele. Jeśli chodzi o mnie do stycznia muszę się wyrobić z dokto. Musi mieć już jakiś kształt nawet jeśli bedzie przesiąkniety błędami jak chleb słonecznikowy słonecznikiem. Wieczorami będę siedzieć i poprawiać.

A poza tym bez zmian.

I do przodu, M., najmłodsza to ty już nie jesteś!

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

26/08/2014

Niewiele ponad tydzień temu moje urodziny. Znowu spędzone w gronie bliskich znajomych. Spontaniczne zwoływanie o godzinie 12 na godzinę 19. I są. Przyjeżdżają samochodami, pchają wózki przed sobą, niosą dzieci w chuście. Jakżeż to się zmieniło w porównaniu z tamtym rokiem. W porównaniu z czasem dwa lata temu. I choć za każdym z tych dzieci stoją wybory, radości i wyrzeczenia, to jednak to właśnie one zdają się być świadectwem miłości swoich rodziców. Tak myślę, co bardziej tęsknym okiem na nich spoglądając. Choć widać ten dysonans. Zawsze wolałam piwo od wina, rozmowy o polityce zamiast o kosmetykach i ginekologach. To teraz jeszcze dziwniej. Niektóre matki zapadają w macierzyństwo “nie ma mnie, jest moje dziecko”. Jak tu rozmawiać? Jeszcze nie wiem. Będę wzorować się na tych bardziej realnych, tych, w których dostrzegam człowieka z jego upodobaniami.

Byłam też nad morzem. Niby tylko jeden dzień. Niby wariacka wyprawa. Ale naprawdę warto było.

Oczywiście, nie mogę uwierzyć, że kończy się lato. Jestem na nie tak bardzo zła. Na oszukańczą pogodę, wieczne deszcze, brak witaminy D w organizmie. Przydadzą się nowe kalosze.

Po powrocie od teściowej, dzielnie wtula się w poduszkę mąż, obok w nogach leni się kot, doceniając ten wreszcie powrót do normalności. Do swojej miski i braku innych osób. Zwłaszcza małych dzieci, które tak głośno biegają, tupią i krzyczą. Nigdy wcześniej nie myślałam, że koty są takimi tchórzami.

I ja też wyczekuję. Wiele się spodziewam po tej jesieni.

Wracam i zapisuję.

07/08/2014

Zgrałam sobie wszystkie zapiski stąd na google drive. Łatwiej będzie znaleźć, a kto wie, może nawet zapisać.

Dni zaczynają się tak samo. Do 9 ogarnianie mail, jakieś drobne czytanie, a później już tylko siedzenie nad moją pracą i mają pasją. Chciało się być niby-doktorem, to teraz trzeba konsekwentnie pisać. Problem w tym, że tak wiele nie umiem. Więc dzielnie walczę, choć idzie mi, powiedziałabym, miernie. Ale napiszę to.

Wczoraj wyjątkowo wyskoczyliśmy na miasto na randkę. Miałam na sobie ładną sukienkę i czerwone trampki. Czerwone trampki – nie miałam takowych dobre 10 lat i w sumie nie wiem, czy tak wiele się zmieniłam przez ten czas. No, może trochę. Jakie człowiek w małżeństwie ma czasem przyziemne marzenia – np. nie dzielić się kebabem. A przecież mam świadomość, że sama całego nie zjem.

A dziś kolejny dzień. Do boju, mała!

Idealnie nie będzie

, ale będzie dobrze.

Nie zliczę, ile razy pisałam w głowie dudniąc i brzęcząc słowami, niekiedy całkiem nawet melodyjnie. Ile razy zadawałam retoryczne pytanie: nie chcesz za 10 lat wiedzieć, co sobie dziś myślałaś, co przeżywałaś? Nie chcesz? 

Chcę, chcę. Ale nie wiem, co chcę sobie przekazać. Bo tym przede wszystkim jest dla mnie pisanie tutaj.

Że jest dobrze, czasami sielankowo? Że hormony są in minus, psychika nastawiona na zadania, a nogi znajdują się czasami jakby nad jakąś zapadnią? I wtedy kręci się w głowie i traci się grunt.

Że kocham, choć już bardziej statecznie, a chciałabym jak wtedy, w akademiku, na miasteczku, z czekaniem i innymi gratisami?

Że jest wiele pytań, na które nie znam odpowiedzi.

Ale będzie dobrze. I kot będzie mruczał jak tylko wezmę go na ręce.

nie tego się spodziewalismy.

jak dobrze pojdzie, to bede w tych 97%, ktore maja szczescie i nic mojego mi nie wytna. jak dobrze pojdzie, dowiem sie o tym w poniedzialek. o ile nie za miesiac chyba ze wczesniej trafie na ostry dyzur. nie tego sie spodziewalismy. bo to nie bedzie rak, bede miala szczescie, remis z zyciem kolejny i za 3 tyg. wszystko sie skonczy i pojde na rolki.

Rozwiązał się wór ze słowami.

18/03/2014

Stwarzanie ryzyka, zmienianie, jak rzucanie kamienia w cichą wodę. To lubię, tę adrenalinę, mieszanie, zwodzenie planów życiowych. To lubię, później psioczę, że mi się zbiera tego za dużo, że czemu ja, że czemu taki brak dyplomacji. Jeszcze kiedyś Babcia mówiła, że do tej dyplomacji dorosnę, że pokorne ciele dwie krowy itd., ja wolałam zawsze jedną, zawsze zgodnie z przekonaniem. Niepokorna, uparta, stubborn. Lubię to angielskie słowo.

Jakoś tak ciągle wraca mi ten obraz, zwłaszcza teraz. Bywało tak, że coś mi nie wyszło, ktoś niesprawiedliwie mnie itp. Mieliśmy w starym mieszkaniu, w pokoju babci taki balkon zamknięty, tam z reguły Babcia trzymała jakieś zapasy, typu nadmiar cukru, mąki itp. I ja stałam w progu, i świeciło mi w oczy słońce i opowiadałam jaka to ja biedna i skrzywdzona jestem. Na to ona, że to ciele i te krowy, że wyczucie, albo że los się odmieni. Miałam 7, 8, 9 lat. I myślałam, że jak już będę taka stara jak teraz jestem, to tu wstawić odpowiednio dojrzała, mądra, zdyscyplinowana. A tu ciągle przede wszystkim dziewczyna/kobieta z pomysłem, z głową na karku, z niestandardowym podejściem, było jeszcze takie, co to często się powtarzało, ale wyleciało mi z głowy.

Tak czy owak, jak myślę o moim życiu, dochodzę do wniosku, że miałam szczęście i coacha o wiele wcześniej, nim to się stało modne. Najpierw była Babcia, a później zawsze ktoś, kto odpowiednio wpływał jak nie na rozwój duchowy, to ogólnie pojęty zawodowy. Bardzo jestem tym osobom wdzięczna, za ich czas, który jest najcenniejszy, za chęć, za obecność, za to, że są takim murem w mojej świadomości.

Piszę tyle, bo stresuję się jutrem.

Kiedyś, jak już będę stara, i będzie ten kocyk i ten balkon i ten K. i będziemy tak sobie siedzieć i delektować się starością, będę czytać te moje stare sentymentalne zapiski. Może nie będą tak ważne jak pamiętniki Mrożka, Bułhakowów i innych znaczących osobistości, nie dlatego, że nie będę nikim ważnym w takiej skali, ale moje zapiski różnią się programowo od tamtych, od innych pamiętników, na które natrafiałam. Nie opisują spotkań z innymi, mało o ile w ogóle komentują wydarzenia społeczne, polityczne. Są strumieniem mojej świadomości, świadectwem rozwoju, jakbym zapomniała, że staję się codziennie, że życie jest stawaniem się, a nie przejściem od jednego zacierającego się w pamięci ważnego wydarzenia do kolejnego najczęściej smutnego, bo takie najłatwiej się pamięta. Tak, wiem, to dziennik podszyty melancholią, której jest we mnie o wiele mniej, niż kiedyś, ale to dobre ujście na wieczorne przemyślenia. I gdyby nie to, że obecnie spisuję je najpierw do pliku, w wyciszeniu, później po namyśle wrzucam jednak na bloga, jednak po to, żeby móc powiedzieć, że od 16.X.2003 roku, czyli w ch*j dużo już go piszę.

I mam w pamięci te osoby, które były na nim na początku i staram się przychodzić i podczytywać wasze (tych, które zostały pisząc) życie.

PS Jak dobrze, że tutaj nie muszę szukać ilustracji, zwiększać klikalności tekstu, śródtytułów, hashtagów itp. To dobre miejsce jest i wygodnie mi tu. Tak sentymentalnie.