O dzieciach.

03.09.2016
Znowu jesteśmy. Niby ja, a już z kimś innym. Tak znowu, tak szybko, tak już. Koło 2 cm z bijącym serduszkiem. Młodszy detronizator tego gościa z początkami kompleksu Edypa. Albo ona. Ta, z którą nie będę wiedzieć, jak postępować, bo będę chciała od niej za dużo. Póki co niech rośnie.
Nie przetrawiłam jeszcze poprzedniej ciąży, ani sposobu jej rozwiązania. Teraz niby więcej wiem, chciałabym trzymać dziecko tuż po urodzeniu, takie ze mnie. Nie chcę widoku jajek pod nosem, że niby syn. Ten owinięty kłębuszek z wystającą twarzą, do której ledwo mogę sięgnąć, żeby pocałować. Dzielni wtedy byliśmy. Każde z nas osobno i ten mały, co już u taty piersi szukał. Albo jak odkrył, że mężczyźni też mają sutki i kompletnie nie wiedział po co. Nikt nie wie. Piersi nadal szuka, sięga po nią jak ktoś, kto raz dziennie je tabliczkę czekolady. Karmię go rano i wieczorem.
No więc jakoś karmię całą naszą trójkę. W tym wszystkim próbuję jeszcze pracować, żebyśmy mieli co jeść, jak przetrwać. Choć miejsca dla nas nigdzie nie ma. Kawalerka robi się za ciasno, u matek się nie zmieścimy. Myślę, że trzeba było o tym myśleć wcześniej, sprzedać się korpo albo pozbyć ograniczeń myślowych i sięgać, sprzedawać obietnice lepszego życia. W tym są pieniądze.
Wiem, że mam umiejętności i talenty. Jest jakaś myśl, jakaś siła, która mnie ogranicza. No ale staję na nogi.
30.10.
Czasami padam na twarz. Ciążę przechodzę całkiem w porządku. Szybciej się męczę, po prostu.
Mamy dwa koty. Czarny to znajda, ma jakieś 3 msc, tylko zabawy mu w głowie. Kot bez instynktu samozachowawczego. Syn ciągnie go za ogon, siada na nim czasem, trochę się bawią razem. Kotka go obserwuje, trochę syczy, trochę ucieka. Jest z nimi trochę roboty.
No i wciąż mieszkamy w kawalerce. Ciasno jest. Ale chyba nadal nie uważam, że warto najpierw się dorobić. Owszem, pewnych rzeczy żałuję. Tylko dzieci dużo uczą i przychodzą w odpowiednim czasie.
Tak myślę.
Reklamy