Powolne wracanie

Czyli nie było mnie miesiącami. Pół roku bez pisania. Zagoniłam się trochę w ślepy róg braku własnych myśli, ogromnej chęci bycia „jakąś”, pewnie tą najlepszą, zwłaszcza jeśli chodzi o bycie matką. Chciałam posądzać się o aspiracje, podążać im i realizować się w czasie niewypełnionym macierzyństwem. Zarzuciłam się rzeczami, myślami obcych mi osób, po to tylko żeby… sama do końca nie wiem co. Żeby przetrwać? Od karmienia do karmienia od drzemki do drzemki? Czas spania Księcia jest najgorszy, najtrudniejszy, mocno wymagający i eksploatujący psychicznie. Dość powiedzieć, że jeśli śpi ciurkiem 2h, to przychodzę sprawdzać, czy żyje. Takie to nienormalne.
Wracam. Mam zamiar wrócić, jak zwykle wtedy, kiedy ciało daje się we znaki. Piszę przecież jakbym wracała.
Co u mnie? Brzuch się nie domknął, bebeszki trochę wywala. Wagowo w normie. Kręgosłup skostniały, wróciło drętwienie nóg, drętwieje też lewa ręka, piecze i boli aż po nadgarstek. Miesiące ćwiczeń od dziś, od rana podsumowywane wieczorem – jednak od jutra. Spięte ramiona przetrzymywaniem i usypianiem malca. Zmęczone oczy. Troszkę obwisłe piersi me. Nigdy więcej nie będzie takiego ciała.
Co u mnie? Ogromna radość z bycia mamą. Momenty refleksji, łapanie chwil. Bycie mamą jest cholernie trudne, bo ciągle ktoś ze swoimi radami, jak nie na żywo, to z internetu. A idźce se! Moje dziecko jednorazówkę i słoiczek dostaje za karę, kiedy jestem zmęczona albo rozkojarzona. Moje macierzyństwo jest jakieś takie bardzo slow, jeśli chodzi o atrybuty, rzeczy podstawowe. Gotuję dla niego różne zdrowe rzeczy, pasty, humusy, zupki. Nie je glutenu, nabiału i mięsa. Sprawdziłam tylko, że może i spoko. No gluten bywa w płatkach. Je sam. Sam, samodzielnie, tymi palcami albo łyżeczką. Jak się nie da, to zlizuje językiem. Lubi jeść, jadłby po prostu. Do kuchni przyłazi na szamanie, szamanko, zjadanie. Nawet resztek ze swojego obiadu, co na podłogę spadły.
Ma swój czas, swój rytm i nie przeskoczysz. Teraz dopiero siada, trochę raczkuje. Aż dziw, że tak ruchliwe dziecko tyle rzeczy ruchowych robi później. Jest bardzo spostrzegawczy, zapamiętuje rzeczy z pierwszego razu, jak np. dzwonek do drzwi i jego użycie, naciskanie na klamkę przed wejściem. Powtarza w podobnych miejscach, podobnie z kubkami. Wystarczy, żeby coś miało kubkopodobny kształt, żeby pokazywał, że z niego pije. Całuje dzieci w czółko. To już drugi taki przypadek. Może dlatego, że tata jego, żegnając się z nami robi podobnie? Kto wie. Za każdym razem cieszy się, kiedy widzi naszego kota. Cieszy się bardzo entuzjastycznie, kot trochę mniej. Czasami da się dotknąć, często ucieka. Obserwuje go kot i szuka miejsca dla siebie po tym jak Książę uśnie. Ma piękne oczy, gra minami, zaczepia ludzi w autobusie, w kolejce, wszędzie! O ile nie mamy kłopotów ze spaniem uwielbiam z nim być!
Mój mąż. O ile syn śpi, to jest między nami dobrze. Jest czułym ojcem, uwielbia zabawy z Księciem. Mimo że pracuje z niepełnosprawnymi i jest w ciągłym kontakcie i obserwowaniu ich, to od razu po przyjściu zajmuje się Młodym. Nie wiem, czy sama bym tak umiała. Moim zdaniem to jest zbyt podobny charakter pracy. Między nami? Spoko jest. Byleby tylko nie zostać satelitami krążocymi wokół dziecka.

Reklamy

4 thoughts on “Powolne wracanie

  1. Cieszę się, że w tym codziennym zabieganiu znalazłaś wreszcie chwilę na odwiedzenie bloga :). Byłam ciekawa, co u Was słychać. Oj, coś mi się wydaje, że macierzyństwo to harówka bez końca – szczególnie na początku. Widzę, jak to wygląda u brata mojego męża i jestem przerażona. Bo skoro dzieci są aż tak absorbujące i wymagają skupiania na nich uwagi 24 h na dobę, to jak tu znaleźć siły na cokolwiek innego? Choćby na bycie jeszcze żoną? Lub myślenie o powrocie do pracy?
    Niech maluszek zdrowo się rozwija, a Tobie życzę dużo siły, cierpliwości i odporności psychicznej :). I wielu cudownych chwil spędzonych z synkiem i mężem :).

    1. To tak nie jest.
      Kiedy nie masz dziecka, myślisz o tym, jak ta opieka dużo czasu zajmuje, ile tego jest i w ogóle, i że musisz. Tak myślisz. Później po prostu robisz, bo chcesz, jesteś przy nim i nagle na dużo rzeczy jest też czas. Ja wieczorami pracuję, nie każdego wieczoru, a często.
      A o pracy po macierzyńskim siłą rzeczy się myśli. I myśli się o tym, że tym dzieckiem ktoś będzie się musiał opiekować, że w żłobku nie ma dla niego miejsca, a niania będzie kosztowała 70% tego, co zarobisz, a gdzie tam jeszcze wynajmowane mieszkanie itp. I czuje się wtedy strach i obawy. Więc woli się nie myśleć trochę.

    2. Dokładnie, ja mam takie same spostrzeżenia na temat macierzyństwa. W dodatku praca w przedszkolu sprawia,że po za nim od dzieci trzymam się z daleka. A by mieć chwilę oddechu. I ciągle słyszę, że nauczyciele są bardziej surowymi rodzicami lub oziębłymi. Szkoda,że zegar biologiczny jest taki nieubłagany.

      M. cudownie napisane.
      Życzę w takim razie, aby maluszków sen się unormował.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s