Ja i mój syn

A więc mój syn. Moja radość, mój uśmiech, moje przywiązanie do mnie. Moja bezsenność i radość z każdego snu. Nasz. Nasza troska, z nas we mnie. Czasami trudno to sobie uświadomić. Mój nos i moje usta, jego kształt głowy. A reszta? Synowska jakaś, nie do nazwania, nie do przypisania.
Jest trudno. Dla mnie dni są niemal takie same. Loteria wyśpię się za jednym razem 2 h czy troszkę ponad. Uśpię go w pół godziny czy w godzinę? Jak długo będzie zmęczony płakał? Dla niego to epoki całe, ogromne umiejętności, nabieranie wagi, rozdawanie uśmiechów, patrzenie w oczy, żeby przywiązać do siebie swojego karmiciela.
Mój. Nasz. Mam nadzieję, że zawsze będziemy umieli się dogadać. Że będziemy liczyć na siebie. Że nam się uda zbudować relację.
Rodził się trudno, ale i pięknie. Od kilku miesięcy próbuję usiąść i to zapisać. Przez to, że nie śpi, nie wyrabiam czasowo. Rodził się po ogromnej burzy, kiedy już spróbowaliśmy wszystkiego i trzeba było zdać się na leki. Rodził się w głębokim zaufaniu, jakim jego mama obdarzyła jego ojca. Rodził się z ich polegania na sobie i miłości, nie tej erotycznej, ale tej, kiedy jesteś akceptowany. Tej, kiedy się nie wstydzisz. Tej, kiedy jedno drugiemu dając oparcie, nie pokazuje jak bardzo się boi.
Urodził się w niedzielę. Kiedy mi go zabrali, poczułam taką siłę ciągnącą mnie do niego, taki magnez, takie myślenie – gdzie jest moje dziecko, mój syn, moje małe pomarszczone. Niesamowita siła. Długo była ze mną, może nawet teraz jest, bo skąd tak potrafię? Jak to możliwe, że jeszcze daję radę?
Wczoraj co do dnia skończył 3 miesiące. Mój duży chłopak. Kompletnie nie rozumiem, kiedy ktoś mówi, jaki on mały. On jak? Przecież większy niż wczoraj.
A ja? Jestem w tym wszystkim. Trudno mi jeszcze odpowiedzieć na pytanie – ile we mnie tej starej ja, ile tej nowej, ogromnej, otulającej i skłonnej do poświęceń. Ile tej, która chciałaby robić coś swojego, odpocząc, uciec czasami, a ile tej, co chciałaby w tym macierzyństwie się rozpłynąć.
Nie powiem, że mąż mi pomaga. Owszem, to ja rozporządzam, co trzeba zrobić z synkiem, na co absolutnie niewolno pozwolić (bo trzeba mieć w głowie encyklopedię, żeby być z dzieckiem). Ale mąż mi nie pomaga, nie mam takiego odczucia. Po prostu, skoro to jest nasz syn, to opiekujemy się nim wspólnie. Może nie po równo, ale jednak wspólnie.
Reklamy

5 thoughts on “Ja i mój syn

  1. Ileż czasu czekałam na te wieści :)!! Gratuluję powiększenia rodziny i narodzin pierwszego synka :). Taka byłam ciekawa Twoich wrażeń już jako matki, takiej świeżo upieczonej :). Wiadomo, że na początku jest bardzo ciężko, ale później powinno być nieco łatwiej (patrząc na dziecko w rodzinie – brata mojego męża). Wprawdzie to poświęcenie przez pierwsze miesiące, a nawet rok, jest całkowite i co dzień 24-godzinne, ale myślę, że to coś pięknego. Tak pokochać nowo narodzoną istotkę, że nie szczędzi się sił w opiece nad nią. Życzę Wdam więc dużo siły, cierpliwości i radości. Każda chwila życia dziecka jest jedyną i wyjątkową, bo niepowtarzalną – już nigdy nie będzie miało tyle samo godzin, dni, miesięcy… Trzymam kciuki za Waszą rodzinkę!
    A jak Maluszek ma na imię?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s