30/01/2012
Mega leniwy weekend i obiad, tym razem w Tesco. Nie żebyśmy tylko odwiedzali markety i inne przybytki rozkoszy, ale tak jakoś się złożyło.
W niedzielę natomiast trafiliśmy na obiad od państwa J. Stało się to zupełnie niespodziewanie, pomyliły nam się msze, tym samym naprędce jednak, przebiegając pół miasta w poskokach, trafiliśmy do tradycyjnego kościoła, którego rozkłady ktoś zna na pamięć. A tam niespodzianka. Jak się człowiek z kimś umawia, to dosyć trudno jest znaleźć atrakcyjny termin. A tu bęc, my J. i Cz. Małżonka J. wyraźnie już w ciąży, rodzi szybciutko, bo na Wielkanoc. Małżonka Cz. zapracowana i zabiegana. Małżonka J. jest znanym plastykiem, fotografem. Bardzo ciepła osoba. Taka z nich para, że przy niej M., którego czasem trudno jest postrzegać w kategoriach szalonej męskości jest dla niej szalenie męski. Mają też swoje plany i pragnienia rozwoju. Dobrze jest spotykać się z dobrymi ludźmi.
I tak minął weekend. Beztrosko i w odpoczynku.
Posprzątaliśmy mieszkanie i ogromne pudło z rzeczami do sprzedania/oddania stoi w pokoju. Najlepiej jest mieć takich rzeczy jak najmniej.