Posted by: bardziej | maj 15, 2008

Dni nauki w Kra.

Pisałam wcześniej, że studia wpływają zasadniczo na moje słowofilstwo. Bo nawet i dyskusja z lektorką języka o przypadku, bo puknięcie się w czoło, że przecież to właśnie ten typ deklinacji, więc co tu robi właśnie tak końcówka.

Szkolenie o zarządzaniu czasem. Pyszna herbata. Ale to jeszcze nie o czasie. To, że trzeba jednak wyznaczyć sobie cele, a nie iść po omacku. Mimo, że tak lubię. Że pewna systematyczność w życiu pewnie jednak też się przyda. Więc piszę w międzyczasie pracę, którą powinnam skończyć przed pójściem spać. W sensie, żeby już nadawała się do edycji, a następnie do kliknięcie drukuj, walki z drukarką i zbieraniem karteczek do koszulki.

Dnia Nauki w Krakowie zaowocowały tym, że dokładnie wiem na który SUM chcę iść.
Motywacja, Mari, motywacja.

Tags:

Posted by: bardziej | maj 14, 2008

Podsumowanie

Od miesiąca na ścianie wisi napisane kredą ‘kurwa mać’. Odwracamy, kiedy mają przyjść uczennice na lekcje. Wtedy jestem poważna i doświadczona…polonistka.

Dziś mi mówią-ładnie wyglądasz, jaka fryzura, a oczy. Oni nie wiedzą, że w moim świecie sięgam najniższego dostępnego mi miejsca. Zawsze tak jest. Kiedy wkurw sięga zenitu, nie znam odpowiedzi, pytań zbyt dużo, zbyt długo to trwa, zaczynam przywiązywać wagę do wyglądu-ubranie, cera, makijaż; później powoli wciąga mnie w siebie świat, wszystko mogę zrobić, wszystkiego się podejmuje, przypadki zdarzają się same, zdarzenia przychodzą niespodziewanie przynosząc odpowiedzi. Więc może w tym szaleństwie jest jakaś metoda?

Skóra na plecach się już goi, nie boli przy dotykaniu. Uf.
Powoli posuwam się do przodu z zaliczeniami i lekturami. Ciągle jeszcze ogrom i pytanie czy przesunąć 5 z 10 egzaminów. Na razie wierzę w siły, ale już nie własne.

Czułam się jak muzułmanin wczoraj, kiedy klęczałam na Błoniach odwrócona w kierunku kościoła Mariackiego. Porozmawialiśmy sobie. Ja Mu słowa, On mi spokój.

Bez wiary mnie by nie było.
Człowiek napisał. Takie właśnie odwagi, tylko inaczej powiedziane.

Tags: , ,

Posted by: bardziej | maj 13, 2008

Rynek.

“Bo mi życie w krew nie wchodzi, mi tylko uderza do głowy”

Sen straszny. Straszny, nieprzyjemny i zgrzytający.Poranna bieganina, wykład, krótki spacer i powróciło uczucie strachu. Duże, duże, duże.
Dzień mi się za nim schował.
Ściska gdzieś w środku, ochydne stworzenie.
Wczoraj taka siła, pracę chyba już mam na wakację, uśmiech, lekcja zgrabnie przeprowadzona, łapanie stopa na odciku remontowym autostrady,policja wtedy-genialne to było.
Nie panuję.
Strach tak wielki. Jeszcze tylko ostatni dyżur i do domu. Rower, rynek, mija rower, czapeczka czarna jak moja prawie, też rower, znam go, on mnie nie.
-Bracie, Brat mnie nie zna, ja Brata tak. Błogosławieństwa potrzebuję. Boję się dziś strasznie.
Rozmowa o tym z kim jesteśmy, plany, o tym…że teraz jak w Starym Testamencie, w zasadzie. Krzyżyk w czółko. Z Panem Bogiem.
Odebranie napisanej pracy, dyskusja o tym, co trzeba naprawić.
-O. boję się strasznie. W parczku na ławeczce rozmowa.
-Co mam zrobić?
-Gdybym wiedziała dawno bym to zrobiła.
Sił mi brak. I nie wiem czy się nie użalam nad sobą, ale próbuję ze wszystkich sił, a potem spadam. I pytanie: po co? po co? po co?
I nie wiem. Nie wiem. Nie.

Tags: , ,

Posted by: bardziej | maj 12, 2008

Bo Ty już wiesz, a ja się ciągle spodziewam.

Niedziela 3 tygodnie temu. Niewiele z niej pamiętam. Czemu o niej piszę? W Ewangelii słowa: a innego Pocieszyciela dam wam.
Więc Mari myśli, Mari pragnie, ale nie wie jak powiedzieć…Bo Mari chce się przytulić do kogoś, kogo jej przytulenie nie boli, komu nie otworzy zagojonych się z trudem ran…Ale każdy je ma, Mari po kolei odbija się od bliskich ludzi, zamyka się w sobie i czeka.
Nie widzi przyczyn się buntować, wszystko logiczne, prawe, normalne, Pan wszystko wie, da łaskę, doświadcza, wzmacnia, Babci jest TAM lepiej. Logiczne, racjonalne, prawda?
Ale boli, zjada zżera, nie daje się zapić, zamodlić też nie i zawulgaryzmować nie. Siedzi, ściska, denerwuje mnie na innych.
Główne pytanie: Co, jak nazwać i gdzie usystematyzować to coś. Bo Mari większość rzeczy robi rozumowo.
Pisze, a to pisanie jej pomaga, rozważa, podchodzi z tej, z drugiej strony, próbuje zrozumieć.
Nic.
Chyba przyszedł. Pocieszyciel. Mam taką olbrzymią nadzieję. Pierwszy raz chcę coś robić, mam zapał, rozmawiam. Patrzę. Coś się udaje. Odzyskuję wiarę. W siebie wiarę.
Czasami tylko taka myśl, że wszystko wróci do normy. Ale jak wróci, jak już jest inaczej. I taki niepokój, że nie wiem jak będzie.
Leśny dzwonił, niespodzianie zupełnie, rozmowa o wszystkim. Mama O. mówiąca na nas dzieci moje, zapraszająca mnie znowu, mojej Mamy głos silniejszy…Może?
Ty wszystko wiesz…Niech więc Ci będzie.

Tags: , ,

Posted by: bardziej | maj 11, 2008

Droga

Płodzę słowa i wkurzam się na świat.
Stanowczo protestuję przeciwko obecności wieczorów i nocy w moim życiu.
Wraz z zachodem słońca jest mnie coraz mniej.

Panowie podwożący nas byli bardzo mili.
Chciałabym zatrzymać czas i być ciągle w drodze. Nie życia, ale takiej asfaltowej, z dziurami i prostą drogą dokądś tam.

Nagle rozumiem, dlaczego Jezus uzdrawiał trędowatych. Mam wysypkę, jakieś ropniaki i siniaki. Czekam na kogoś, kto będzie tym, który mnie do Niego zaprowadzi. Blisko a jednak daleko? Daleko a jednak blisko?

Dubito ergo sum. Bo wątpienie też ludzkie.

Tags: , ,

Posted by: bardziej | maj 10, 2008

Miesiąc.

Miesiąc. I chyba bardziej nie wiem niż wtedy. Chyba bardziej się boję. Bo wtedy nie zdawałam sobie sprawy czego mam się bać.

Byłam właśnie u spowiedzi. I jak mam odpowiadać za postanowienie poprawy, jeśli nad sobą nie panuję.
Jadę dziś na stopa do domu do O.Jakaś odmiana i zapełnienie sobie czasu.
Normalne. Kurwa. Wszystko normalne.
Z Babcią rozmawiałam wczoraj. Nic mi nie powiedziała.

Tags:

Posted by: bardziej | maj 9, 2008

Ostatni tydzień.

“Skacze w dorosłość.” Nie wszystkie skoki są szczególnie przemyślane. Nie wszystkie wykonuje się chętnie.
W aptece: poproszę tabletki uspokajające.
Z pytań zadawanych sobie: po co dziś? jutro? i pojutrze też po co?
Kurwa.
Nie wytrzymuję, kiedy nie znam odpowiedzi. I kiedy wiem, że nie mam czasu. I kiedy fundamenty mi się chwieją.
Z koncertów: Gadowski mocno przepity, zdjęcie z gitarzystą IRY-nie, nie pozowałam z nim na parę;każde z nas patrzy w inną stronę, Nosowska ładnie śpiewa na żywo, Strachy nie są straszni, ale niezorganizowani, Comy nie trawię, na Happysadzie płakałam pląsając w międzyczasie.
Na studiach zaległości, przejściowe problemy z zaległościami i ciągłe pytanie- po co?

Tags: , , ,

Posted by: bardziej | maj 6, 2008

Zupa.

Być może należało by nad tym popracować. Pierwszy raz w życiu trzęsie mi się zupa, którą wlewam do ust. Czasami pokarm jest zbędny, więc nie jedz zup. Trzęsą Ci się ręce? Zaakceptuj to. Ale kurde jak?

No właśnie. Bo prawda wygląda tak, że zawsze patrzyłam się dziwnie na ludzi, którym drży ręka. Zwłaszcza na takie w młodym wieku.

Trzeba wyrzucić co w środku siedzi.

Dziś koncert. Nad czasem staram się panować. Choć płynny jest przecież.

Tags:

Posted by: bardziej | maj 5, 2008

Wykład wykładowi się nie równa.

Prawda jest jedna, choć jest prawd tysiące.

Od roku mamy wykład z historii literatury polskiej. Jest to doświadczenie mocno egzystencjalne, powiedziałabym. I dziś odkryłam je na nowo, z powodu choroby, lenistwa i wielu innych czynników, niezbyt często byłam na nim w tym semestrze.
Powiedziałabym, że pan wykłada ten przedmiot, jakby głosił kerygmat literacki.

Czasami warto studiować. Aczkolwiek nie zawsze.

Tags:

Posted by: bardziej | maj 3, 2008

Proszę Pana, Pan przewidzi, prawda?

Czasami świat się kończy i potem trwa dalej.

A jednak nie zastąpi nikt i nic.
Tej utraty.

M. postanowiła żyć bardziej czasowo i namacalnie. Bardziej zmuszać się do odrobienia niektórych rzeczy, większej stanowczości i porządku. Bo to przy Babci Mari czuła się jak dziecko, i jak za kamiennym murem. Teraz go sobie zbuduje sama. Żeby się chronić.
M. zawsze traktowała życie jako wspinaczkę. I generalnie to nigdy nie pozwalała sobie na decydujące opinie, ponieważ następnego dnia można było być już w zupełnie innym miejscu góry i wstydzić się za to, co się myślało wczoraj. I że nigdy nie wie, co jest na szczycie, i że jak się przekroczy ten szczyt, to potem się już schodzi i widzi szerzej i więcej.
Więc M. siedzi na tym szczycie i póki co zastanawia się co zrobić z życiem.
A najpewniej nad tym, jak nie wracać do tego mieszkania, w którym jest zameldowana, a mieć dach nad głową w wakacje i przy tym nie zbankrutować.
Ale M. jednak wierzy, że odpowiedź na to pytanie przyniesie jej czas.
W związku z tym się uczy, dla jego zabicia.
I czeka, jutro wraca taka O. I będziemy robić znowu naszą małą stabilizację.

Tags: , ,

Older Posts »

Categories